Plecak, przewodnik i przygoda.

Posts tagged “pociag

Shaolin i kung-fu

Ponownie w pociagach

Bylysmy bliskie zaliczenia kolejnego spoznienia. Tym razem na pociag relacji X’ian – Louyang. Nie moglysmy sie zdecydowac w sklepie, ktore ciasteczka kupic na podroz. Haha. Ostatecznie wyprulysmy z hostelu 45 minut przed odjazdem, poganiane przez chinskich znajomych z pokoju: „quickly, quickly”. Dla nich to tylko trzy kwadranse, dla nas az.

Udalo nam sie zalapac na cala procedure, jaka przechodza pasazerowie zanim usiada (lub nie) na swoich miejscach, a jaka ominela nas poprzednim razem. Przypomina troche lotniskowa zabawe. Najpierw pokazuje sie bilet. Dopiero wowczas mozna wejsc do budynku dworca kolejowego. Zaraz po tym kontrola bagazu. Pozniej trzeba odnalezc odpowiednia poczekalnie. Jesli jest sie na stacji poczatkowej nie ma gdzie stopy wcisnac. Siedzenia pozajmowane, opluta podloga rowniez. Co sprytniejsi rozkladaja sie na gazetach. Nie nalezymy z Wiol do najmniejszych, ale przepchnelysmy sie do przodu. (więcej…)


X’ian

Cyrk pociagowy

O maly wlos, a bysmy sie spoznily na pierwsza podroz chinskim pociagiem. Krajowym. Wparowalysmy kilka minut przed odjazdem. Haha. Smiech, bo wyszlysmy poltorej godziny wczesniej z hostelu, w pelni wyluzowane. Spacerek, przejazdzka metrem, dojscie do dworca. Olbrzymiego. I w tym momencie orientujemy sie, ze jest pozno. Puszczamy sie biegiem na nasz peron. Uff. Zdazylysmy. Zostalo 6 minut. Jednak niespodzianki sie nie skonczyly. Awaria klimatyzacji. Okien nie da sie otworzyc. Na dworze upal i duchota. W wagonie klasy „hard seats” autentyczna sauna. W piec minut jestem cala mokra. Jak po naglym oberwaniu chmury. Nawet obiektyw aparatu zaparowal. Sytuacja sie poprawia kiedy pociag rusza. Powoli klima zaczyna dzialac.

Podejmuje probe przedostania sie do toalety w celu zmiany odziezy z mokrej na sucha. (więcej…)


Sześć dni w kolejce transmongolskiej

Chiny w Moskwie
Na tablicy w poczekalni Dworca Jarosławskiego w Moskwie przy pociągu nr 4 do Pekinu wskoczyła „5”. Duży plecak zarzuciłam na plecy, mały na przód i dociążona czterema litrami wody mineralnej maszeruję na peron. A tam… chińskie wagony, chińscy konduktorzy i chińskie znaczki. Zaskoczenie i zdziwienie. Lekkie drgniecie serca. Nie spodziewałam się, że Chiny przybędą do mnie. Oczekiwałam rosyjskiego składu i rosyjskiej atmosfery na pokładzie kolejki. Pierwsza wykonana rzeczą jest zerwanie tybetańskich naklejek z kubka i z okładki dziennika. Tak na wszelki wypadek.

Wagon nr 11
Ogólnie nieźle. Chiński wagon cupe okazuje się wygodnym środkiem długodystansowej lokomocji. Cztery łóżka w przedziale. Do mnie i Wioli dosiada się pani Tunga z Mongolii. Organizujemy życie: (więcej…)


Przemytniczki czekoladek i babeczek

24 godziny w pociagu Lwow – Moskwa. Plackarta jak wyjeta z albumu ze zdjeciami podrozniczymi. Przypadly nam miejsca sypialne jedno na gorze i jedno na dole. W schowku na bagaze pod lozkiem na parterze, znajdujemy podrzucona reklamowke ze slodyczami. Pani opiekunka naszego wagonu prosi o przewiezienie pakunku przez granice rosyjska. Ona nie moze. Odchodzimy bez slowa i przez cala droge zachodzimy w glowe co tam naprawde jest. Tymczasem Pani „prowadniczka” napelnia skrytke w suficie i skrzetnie przykreca srubki. Hm, no i co tu powiedziec.

Pogoda upalna, w pociagu sauna. Otwieraja sie tylko male, gorne okienka po jednej stronie boksu. Wentylacja zerowa. Pod tym wzgledem w indyjskim skladzie bylo lepiej – zamiast szyb kraty. Ubranie mokre od potu, cialo sie lepi. Nie pomagaja zabiegi nawilzania woda z dziwnego kranu w toalecie. Pasazerowie po prostu leza w bezruchu. Dopiero wieczor przynosi ulge.

Trzepania na granicy ukrainsko – rosyjskiej nie bylo. Jedynie dokladne sprawdzenie wiz i paszportow, bo jestesmy z „Polszy”. Teraz caly dzien w Moskwie. Zostawiamy bagaze w hostelu Underground, w ktorym mieszkalysmy w ubieglym roku, bierzemy upragniony prysznic, korzystamy z internetu i w miasto.

Jeszcze szesc dni koleja transmongolska, dwie granice i bedziemy w Pekinie.

Do galerii „Chiny 2010” wpadlo kilka zdjec. Troche przypadkowych ze wzgledow technicznych.


Klimatyczny Lwów

Trzydniowy pobyt we Lwowie dobiega końca. Okazuje się, ze można wyjechać zupełnie bez przygotowania kiedy ma się fajnych znajomych. Dostałam namiary na ludzi, którzy zapewnili mi nocleg, oprowadzili po mieście, cierpliwie tłumaczyli co, gdzie i skąd odjeżdża. Mogłam wyrzucić na makulaturę wydrukowane w ostatniej chwili informacje z wikipedii (chociaż mapka się przydała).

Wow!

Lwów mnie powalił. Atmosferycznie podobny do Wrocławia. Godzinami można błąkać się po uliczkach i zakątkach, przesiadywać w knajpkach popijając tutejsze piwo, bądź pyszną czekoladę (zwłaszcza połączenie białej z czarną w „Złotym Dukacie”). Piękna pogoda dopełniała dzieła rozkoszy i wakacyjnego lenistwa.

Jednak to nic w porównaniu z Cmentarzem Łyczakowskim. (więcej…)