Plecak, przewodnik i przygoda.

Posts tagged “Kathmandu

Nie chce się wyjeżdżać z Nepalu

Nepal. Kathmandu. Lotnisko.Zazwyczaj nikomu nie chce się wracać z wakacji. Nam w tym roku nie chciało się jakoś szczególnie. Nie wiem czy to zauroczenie nepalskim klimatem czy też wizja powrotu do, wydawałoby się, niefajnej rzeczywistości. Jeszcze kilka godzin przed wylotem rzucałyśmy propozycjami w stylu: „Nie jedziemy! Zostajemy! A co!” Rozstanie z Nepalem było sentymentalne i bolesne.

Urodziny w Kathmandu

Też bym chciała, ale to nie moje urodziny. Celowo tak dobierałyśmy datę wylotu, żeby spędzić urodziny koleżanki Wiol w Kathmandu. Wypadały w ostatni wieczór naszego pobytu. Wcześniej poczyniłyśmy ostatnie zakupy na Thamelu. Większość dnia zajęło nam pakowanie plecaków. Wcisnąć całe łóżko ciuchów i innych rzeczy do 60. litrów jest ogromną sztuką. (więcej…)


Kathmandu!

Nepal. Kathmandu. Boudhanath Stupa.Pocztówka z widokiem Bodnath Stupa długo stała u mnie na półce. Kupiłam ją wiele lat temu, bodajże w tybetańskim sklepiku w Wawie, nie myśląc nawet o tym, iż kiedykolwiek pojadę do Nepalu. Marzyło mi się, ale wydawało wówczas zupełnie nieralne. Na szczęście stało się realne.

Podróż z Pokhary minęła bez specjalnych ekscesów. Może poza tym, że „pan na początku miły” wrobił nas z siedzeniami w autobusie i ostatecznie siedziałyśmy na samym tyle, a pomiędzy nami grupa anglosaskich turystów. Byli… poprawniejszy synonim do słowa obleśni? Przypominali hordy Anglików upijających się w weekendy we Wro. I tak siedem godzin. Przygotowywałam się na jazdę a’la nepali express. I tu zaskoczenie proszę Państwa. Kierowca chyba nie był rodowitym Nepalczykiem, haha. Wręcz się wlekliśmy ślamazarnie, zwalniając jeszcze przed każdym zakrętem. Nuuuuda. (więcej…)


Nepal, to jest to!

Przylot do KTM

Samolot etihadzkich linii lotniczych wylądował w Kathmandu po południu 22 czerwca. Wystarczyło mi jedno spojrzenie przez okienko żeby wiedzieć, że TO JEST TO! Towarzyszyły mi dwa uczucia: radość i ekscytacja. Czekałam na taki moment dwa lata, od powrotu z niezapomnianych Indii. Jakbym wróciła do domu. Wyjście na płytę, powiedzmy, lekko zapuszczonego lotniska sprawiło, że od razu poczułam się w klimacie. Górzysta okolica i niebo pokryte monsunowymi chmurami. Budynek portu lotniczego fantastyczny, z niedziałającą bramką przy kontroli bagażu, niespieszną obsługą, rozlatującymi się sprzętami. A my narzekamy na swoje, polskie… Niepotrzebnie. Na miejscu kupiłyśmy miesięczną wizę za 40 dolarów. Czeka nas wizyta w biurze imigracyjnym i jej przedłużenie. Bez pośpiechu odbieramy plecaki, które na nas czekały. Zazwyczaj to my czekamy na nie. Pora otworzyć przewodnik i ustalić plan działania. (więcej…)