Plecak, przewodnik i przygoda.

Archive for Lipiec, 2011

Nie chce się wyjeżdżać z Nepalu

Nepal. Kathmandu. Lotnisko.Zazwyczaj nikomu nie chce się wracać z wakacji. Nam w tym roku nie chciało się jakoś szczególnie. Nie wiem czy to zauroczenie nepalskim klimatem czy też wizja powrotu do, wydawałoby się, niefajnej rzeczywistości. Jeszcze kilka godzin przed wylotem rzucałyśmy propozycjami w stylu: „Nie jedziemy! Zostajemy! A co!” Rozstanie z Nepalem było sentymentalne i bolesne.

Urodziny w Kathmandu

Też bym chciała, ale to nie moje urodziny. Celowo tak dobierałyśmy datę wylotu, żeby spędzić urodziny koleżanki Wiol w Kathmandu. Wypadały w ostatni wieczór naszego pobytu. Wcześniej poczyniłyśmy ostatnie zakupy na Thamelu. Większość dnia zajęło nam pakowanie plecaków. Wcisnąć całe łóżko ciuchów i innych rzeczy do 60. litrów jest ogromną sztuką. (więcej…)


Kathmandu!

Nepal. Kathmandu. Boudhanath Stupa.Pocztówka z widokiem Bodnath Stupa długo stała u mnie na półce. Kupiłam ją wiele lat temu, bodajże w tybetańskim sklepiku w Wawie, nie myśląc nawet o tym, iż kiedykolwiek pojadę do Nepalu. Marzyło mi się, ale wydawało wówczas zupełnie nieralne. Na szczęście stało się realne.

Podróż z Pokhary minęła bez specjalnych ekscesów. Może poza tym, że „pan na początku miły” wrobił nas z siedzeniami w autobusie i ostatecznie siedziałyśmy na samym tyle, a pomiędzy nami grupa anglosaskich turystów. Byli… poprawniejszy synonim do słowa obleśni? Przypominali hordy Anglików upijających się w weekendy we Wro. I tak siedem godzin. Przygotowywałam się na jazdę a’la nepali express. I tu zaskoczenie proszę Państwa. Kierowca chyba nie był rodowitym Nepalczykiem, haha. Wręcz się wlekliśmy ślamazarnie, zwalniając jeszcze przed każdym zakrętem. Nuuuuda. (więcej…)


Pokhara Paradise

Nepal. Pokhara. Przystań przy Pałacu Królewskim.Kiedy wysiada się na dworcu autobusowym, przybysza wita wielki billboard „Paradise Pokhara”. Przybysza wita również tłum taksówkarzy i naganiaczy elegancko ubranych w białe koszule. Dziękujemy, mamy gdzie spać i pójdziemy piechotą.

Pokhara jest małym rajem, zwłaszcza Lakeside. Została odkryta przez hippisów w latach 70-tych. Położona nad wodami jeziora Phewa Tal, z migoczącymi (nie w czasie monsunu) górskimi szczytami i rozwiniętą bazą turystyczną dzielnica stanowi główny punkt wypadowy dla wszelkich trekkingów oraz atrakcji outdoorowych. Stąd rusza się na wielodniowy trekking Annapurna Circuit (przewodnicy dobiorą ilość dni wędrówki wedle potrzeb klienta). Z pobliskiej góry Sarangkot startują paralotnie, a widoki podobno należą do najlepszych na świecie. Wzdłuż ulic ciągnącego się przez kilka kilometrów Lakeside usadowiły się (więcej…)


Lumbini – tam gdzie urodził się Budda

Nepal. Lumbini. Maya Devi Temple. Miejsce urodzenia Buddy.Siedzimy w Pokharze od kilku dobrych dni. Miło spędzamy czas na włóczeniu się po Lakeside. Trochę pada, w końcu pora deszczowa. Czasami zaliczymy wypad do miejsca, które należy zobaczyć, ale nie ma co się naprężać. Pełen chill out. W przypływie refleksji, iż nie codziennie podróżujemy do Nepalu, podejmujemy jakże stanowczą decyzję. Jedziemy do Lumbini. Taki kilkudniowy wypad z małym plecaczkiem na południe Nepalu.

Jedna taka szansa na sto

Wczesna pobudka, bo i wyjazd wczesny. Teoretycznie 6:30. Przynajmniej na taki autobus turystyczny został nam sprzedany bilet. Oczywiście pan w naszym hotelu ma full service, więc kupiłyśmy bilet z wyprzedzeniem. Na dworzec autobusowy tniemy z buta jakieś 10 minut. 5:40. Co robić przez tyle czasu? Don’t worry. (więcej…)


Urodziny Dalajlamy z Tybetańczykami

Nepal. Tashi Palkhiel Tibetan Refugee Settlement w okolicach Pokhary. Tron dla buddysjkich mistrzów.Po trekkingu postanowiłyśmy zatrzymać się w Pokharze. W jej sąsiedztwie znajdują się dwie wioski zamieszkane przez Tybetańczyków. Oczywiście stały się one dla mnie obowiązkowymi punktami „wycieczki”. Nepal, obok Indii, jest jednym z krajów, do którego zmierzają Tybetańczycy uciekający z okupowanego przez Chiny Tybetu.

W dół od Lakeside

Za dwa dni urodziny Dalajlamy. Najwyższa pora żeby wybrać się do jednej z tybetańskich wiosek. Najpierw obieramy kierunek na tą mniejszą. Można do niej dojść na piechotę, a my akurat mamy ochotę się pokręcić. Idziemy troszkę „na czuja”. (więcej…)


A jednak trekking!

Właściwie nie planowałyśmy wypadu w góry. No, ale być w himalajskim państwie i nie pójść w góry? Chociaż te mniejsze. Po dwóch godzinach posiedzenia w agencji turystycznej zdecydowałyśmy się na kilkudniowy trekking Ghorepani – Poon Hill – Ghandruk. Miałyśmy duże wątpliwości, bo pora monsunowa i nie zobaczymy gór, bo wcale nie mała kasa, bo to i tamto. Ryzyk fizyk. Wyjazd pojutrze. My w miasto żeby „dogromadzić” ekwipunek. Na Thamelu jest mnóśtwo sklepów turystycznych. Wszystkie sprzedają ten sam, kiepskiej jakości, ale za to tani sprzęt. Original Nepali i Original China renomowanych marek. Niektóre rzeczy są całkiem spoko i naprawdę opłaca się je kupić. Z naszym przewodnikiem Sanjibem wybrałyśmy się do zaprzyjaźnionego sklepu. Stamtąd odesłali nas do magazynu. Kilka pomieszczeń zawalonych equipmentem różnego rodzaju. Gościu sobie leży na worach i czeka na klientów. Nieźle. Coś tam wybrałyśmy, coś tam dokupiłyśmy w innych miejscach i byłyśmy gotowe do drogi.

W nocy przed wyjazdem padał deszcz. Wstajemy rano i myślimy: „za…rąbiście”. (więcej…)


Nepal, to jest to!

Przylot do KTM

Samolot etihadzkich linii lotniczych wylądował w Kathmandu po południu 22 czerwca. Wystarczyło mi jedno spojrzenie przez okienko żeby wiedzieć, że TO JEST TO! Towarzyszyły mi dwa uczucia: radość i ekscytacja. Czekałam na taki moment dwa lata, od powrotu z niezapomnianych Indii. Jakbym wróciła do domu. Wyjście na płytę, powiedzmy, lekko zapuszczonego lotniska sprawiło, że od razu poczułam się w klimacie. Górzysta okolica i niebo pokryte monsunowymi chmurami. Budynek portu lotniczego fantastyczny, z niedziałającą bramką przy kontroli bagażu, niespieszną obsługą, rozlatującymi się sprzętami. A my narzekamy na swoje, polskie… Niepotrzebnie. Na miejscu kupiłyśmy miesięczną wizę za 40 dolarów. Czeka nas wizyta w biurze imigracyjnym i jej przedłużenie. Bez pośpiechu odbieramy plecaki, które na nas czekały. Zazwyczaj to my czekamy na nie. Pora otworzyć przewodnik i ustalić plan działania. (więcej…)


Meczet Szejka Zayeda bin Sultana Al Nahyana w Abu Dhabi

W Dubaju widziałam wiele zachwycających, będących naj, rekordowych rzeczy. Jednak żadna z nich nie wywarła na mnie tak głębokiego wrażenia jak meczet Szejka Zayeda.

Abu Dhabi

Stolica Emiratów Arabskich. Z dubajskiej stacji autobusowej co rusz kursują autokary. 15 dirhamów i po dwóch godzinach wysiadamy w Abu Dhabi. Rezygnujemy ze zwiedzania. Nieznośny upał i jakoś tak okoliczne ulica nie dopingują nas do przechadzki. Po prostu wielkie miasto.

Biała magia

Autobusem miejskim dojeżdżamy pod meczet. (więcej…)


Jumeirah

Wizyta w meczecie

W Polsce niedziela jest dniem wolnym i kościelnym. A my w niedzielę, w normalny dzień pracy dla Arabów udałyśmy się do jedynego, otwartego dla turystów meczetu. Meczet Jumeirah. O godzinie 10.00 w wybrane dni trzy sympatyczne panie prowadzą z jajem wykład na temat islamu połączony z wizytą w meczecie. Odzierają swoją religię z radykalnej skóry i opowiadają o miejscu kobiety w jej strukturach. Wyjaśniają zasady rządzące wyznaniem Mahometa, odżegnują się od terrorystów i dowcipkują. Na przykład dlaczego kobiety i mężczyźni modlą się osobno: „Bo wyobraźcie sobie, że obok kobiety stoi Brad Pitt lub obok mężczyzny Angelina Jolie, to czy mogliby oni się skupić na modlitwie?”. No właśnie. Już pominę fakt, że wielu Arabów, oczywiście tych wysokich, jest naprawdę przystojnych. I całkiem do twarzy im w tych białych „sukienkach”. (więcej…)


Stary Dubaj

Po handlowych szaleństwach w nowoczesnym stylu postanowiłyśmy zmienić klimat. Tym razem wybrałyśmy się do kolebki Dubaju, miejsca założenia osady. Podróż metrem zajęła dobre pół godziny. Dubaj, rozciągnięty wzdłuż morskiego wybrzeża, ma kilkadziesiąt kilometrów długości. Wysiadłyśmy na stacji Union. Stamtąd udałyśmy się w stronę nabrzeża, skąd wodne taksówki zabrały nas do punktu startowego. Najfajniejsza była mała łódka. Za 1 dirhama staruszek z siwą brodą przewoził na drugi brzeg. Dzisiaj będziemy śledzić szlak zaproponowany przez przewodnik Lonely Planet.

Deira

Deira, dzielnica Dubaju diametralnie różniąca się od nowej części miasta. Położona nad kanałem wodnym, bardziej przypomina kolorowy jarmark z zupełnie innego świata. (więcej…)


Dubajskie centra handlowe i zimowe atrakcje

Ponownie w podróży

No i się zaczęło. W atmosferę podróży wsiąknęłam rzucając plecak w poczekalni wrocławskiego lotniska i witając się z Wiol, moją wieloletnią kompanką. Nareszcie wakacje. Przez Frankfurt lecimy do Abu Dhabi. Punkt pierwszy w tegorocznych planach. Samolot arabskich linii Etihad w komfortowych warunkach przetransportował nas do stolicy Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Stamtąd etihadzki autokar zabrał nas do Dubaju. Przez okna mogłam podziwiać pierwsze, nocne widoki. Na stacji autobusowej czekał na nas Łukasz, kolega który zgodził się nas gościć przez sześć dni. Przywitanie to co najwyżej uścisk ręki. Spontaniczne cześć i „misiek” od razu zostałyby skarcone. Witamy w muzułmańskim kraju.

(więcej…)